Nie ma tego złego...


Wszystko staje się trudne, kiedy chce się posiadać różne rzeczy, nosić je ze sobą i mieć je na własność. A ja tylko patrzę na nie, a odchodząc staram się zachować je w pamięci. I w ten sposób unikam noszenia walizek, bo to wcale nie należy do przyjemności.
(Kometa nad Doliną Muminków)



Na przełomie ostatnich trzech lat to będzie również moja trzecia przeprowadzka. Tym razem właściwie powrót. Jakkolwiek będę musiała jakoś to przeżyć, a nawet nie przeżyć, ale serio przenieść. Kocham dom, w którym mieszkam i tak bardzo, bardzo chciałabym móc zostać tu jeszcze choćby chwilę, ale moje życie nie znosi stabilności, niezmienności i przywiązań. Żegnam więc najpiękniejsze ściany, spadające sufity, najlepszy na świecie piec rakietowy z zapieckiem i hodowanie letnich pomidorków na podwórku, i hamaki, i... Warsztat krawiecki!


Warsztat, bo to o nim dziś, muszę więc Wam zatem pokazać zanim stanie się tylko wspomnieniem z cegłami w tle. 






 A z drugiej strony nowy dom, nowe maszyny i blat, i doczekam się deski do prasowania, i ogrzewania centralnego. Nie ma tego złego...- mówią.

PS Jak Wam idą przygotowania świąteczne? Nieskromnie pochwalę się wczorajszym szyciem prezentów do nocy, a dziś babsko i jarmarcznie będziem lepić wegańskie pierożki. Miłego sobotniego wieczoru!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz