Dziś krótko i zwięźle. Spódniczka imprezowa na dwudzieste drugie koleżanki.
Mnie się podoba, nawet bardzo. Włóczykijowi mniej, bo chyba rzeczywiście do ludzi jest ciutkę za krótka. Cała ja- ni to disko, ni to folk, kwiatki, paski i moraski, pomieszanie z poplątaniem w klasycznym fasonie spódnicy z koła i jednej czwartej na dokładkę. Siedem klinów, w pasie guma.
Do spódnicy narzutka w stylu 'nowy ciuch w dziesięć minut', czyli wykrój z Papavero i brak wykończeń szwów. Dzianina a'la zamsz zawsze spoko, dopóki w połowie szycia ręce do łokcia miałam jak córka kominiarza. Tak moje dziesięć minut zapozowało do zdjęcia i wylądowało moczyć się misce z wodą. Może się uratuje...
Dziś, bo okazyjnie Andrzejkowo.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz