Guitar Hero


Kocham urodziny. Szczególnie uwielbiam swoje oczywiście. Zawsze ubieram sukienkę, jem słodycze na potęgę, nie gotuję, nic nie robię właściwie prócz kontemplacji własnego dnia w roku. Urodziłam się letnim wieczorem, pięćset osiemndziesiąt cztery lata po tym jak Polacy opijali wygraną bitwę pod Grunwaldem, był piątek. Taka jestem, ale znowu o mnie? A to nie o mnie być miało...

Miesiąc temu siedzieliśmy z kuzynami w naszej kuchni sącząc niedzielne piwko, aż tu nagle Młody wyskakuje jak Filip z Kopopi- "osiemnastkę mam za dwa tygodnie!" Wmurowało mnie i to zupełnie nie z powodu tego poważnego wieku, ale faktu, że to już, a ja i mój prezent jesteśmy w czarnej D. Zarzekłam się więc, ze takowy nie powstanie i z tą myślą ułożyłam łeb na poduszkę. Ale, ale! Tak przecież być nie mogło, to też dzień później zabrałam się do roboty. A sprawa nie była prosta...
Samo zebranie koszulek zajęło mi tydzień, kolejny to wymyślanie, wycinanie, prucie i zszywanie od nowa, i tak w sobotę trzy godziny przed imprezą powstał on- metalowy pokrowiec na gitarę.

Pomysł na prezent wymyśliłam już dawno. Kiedyś wyczarowanie go nie byłoby możliwe, bo jest to wyczyn nieprosty i niewygodny do szycia.


Teraz pokaże go Wam. Chyba jest fajny, nie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz