Nie ma tego złego...


Wszystko staje się trudne, kiedy chce się posiadać różne rzeczy, nosić je ze sobą i mieć je na własność. A ja tylko patrzę na nie, a odchodząc staram się zachować je w pamięci. I w ten sposób unikam noszenia walizek, bo to wcale nie należy do przyjemności.
(Kometa nad Doliną Muminków)

kwiatki, paski i moraski.


Dziś krótko i zwięźle. Spódniczka imprezowa na dwudzieste drugie koleżanki.

wszystkie ciuchy z Burdy moje!

Jak kocham szyć, z szyciem ubrań wciąż mam niestety pod górkę. Kiedy zaczynałam tę przygodę, a było to dobrych parę lat temu, wydawało mi się (jak wielu), że wystarczy ogarnąć obsługę maszyny, a potem wszystkie ciuchy z Burdy moje! Od tego czasu na niejednej maszynie już pedałowałam, a w mojej szafie wciąż jest ubrań mojego autorstwa jak na lekarstwo. Za to sterty niedokończonych powciskałam między tkaniny w warsztacie. Zawsze coś jest nie tak- jak nie źle skrojone, to źle uszyte, jak nie źle uszyte to za małe albo za duże, jak pasuje to zrobię gdzieś dziurę nożyczkami obcinając ostatnia nitkę, cokolwiek. Niemniej staram się nie poddawać i czasem między tryliardem torebek wypłodzę jakiś ciuszek.
Dziś bluzka z Burdy 3/2016 103A z długim rękawem zamiast krótkiego. Z resztek czapa.




Guitar Hero


Kocham urodziny. Szczególnie uwielbiam swoje oczywiście. Zawsze ubieram sukienkę, jem słodycze na potęgę, nie gotuję, nic nie robię właściwie prócz kontemplacji własnego dnia w roku. Urodziłam się letnim wieczorem, pięćset osiemndziesiąt cztery lata po tym jak Polacy opijali wygraną bitwę pod Grunwaldem, był piątek. Taka jestem, ale znowu o mnie? A to nie o mnie być miało...

Amelka i Piotruś

Miałam ostatnio zdecydowanie nadmiar wolnego czasu, więc i szyciowych wynalazków powstało trochę. Co by nie było za kolorowo- człowiek od zdjęć od czterech miesięcy po godzinach szpachluje moim rodzicielom ściany w mieszkaniu, więc nikt mi tyłka nie obfoci. Także pozostawiam Was znów z Minky. Też się cieszę...


Dla Amelki i Piotrusia.




Niby nic...

...a ja tymczasem kończę jesienny set moich Siatek.

KomiX

Tym razem wyzwanie: dresufka! Łucznik nie trawi dresówek- na zmianę plącze, zrywa albo przepuszcza nitki, albo nie działa transporter, albo naprężacz. Nie poddałam się, walczyłam dwa dni, powoli, po trochu, do przodu i taaadam! Jest pierwszowrześniowy worek na kapcie.


Urodzinowo dla brata. Dresówki zostało jeszcze wystarczająco, żeby coś z niej wymyślić. Wymyśliłam. Będzie parapetówka, wróci i komiks, i go wepchnę Bratowi do pokoju. Tymczasem zapominam, że dzianiny istnieją (ciężko zapomnieć- są takie kolorowe i mięciutkie <3).
Wczoraj zrobiłam deal życia w tapicerskim za dwie dychy i już się palę do roboty. 

wszyscy mają Minky, mam i ja...

Mam alergię na Minky w sensie takim, że jest wszędzie. Tu kocyk, tam kwadracik sensoryczny, tu kostka, dalej podusie, pokrowce na wózki, wujemójedzikiewęże. Świat szyjących jest w dużym stopniu opanowany przez młode mamy i ich kolorowe bawełny, i Minky. Fejsbók aż pęka od pytań o tutoriale od konkursów, w których można wygrać kolorowo dziecięce gadżety. Zgrozo.
Ale ja i Minky? Nigdy! Bo i po co? Jestem przecież wyzwoloną, młodą, bezdzietną. Masz ci los, zanim pomyślałam to pierwszy "licelany" bobas pojawił się na świecie. I co?

Trzeba było uszyć najpiękniejszy kocyk dla Bastianka, niech ma chłopak!



Witam się z Państwem.

Witam się z Państwem. Jestem Małą M. Jestem leniem, co lubi się czasem bawić z Łucznikiem. Odkąd pamiętam chciałam umieć szyć i daję sobie jeszcze dziesięć lat na zostanie KRAWCOWĄ, a tymczasem pruje, dłubię i naciągam, i czasem jak mi wyjdzie to bym się chciała pochwalić, ale komu? Myślę- "to se bloga założe", to i mam. Będzie fajnie, zapraszam.